Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Sieci bezprzewodowe

Od przybytku głowa… boli.

Jak niektórzy wiedzą, zakupiłem sobie nowy komputer, jakim jest HP Compaq TC1100, typu Tablet PC. Tym sposobem w moim domu pojawił się kolejny już komputer, tym razem o bardzo specyficznym zastosowaniu.

Wiecie jaki jest problem? Nadmiar. Nawet nie nadmiar rzeczy, bo po prostu wychodzi na to, że noszę ze sobą tableta, a laptop zostaje w domu (co ma dużo plusów, głównie taki, że mam mniej do noszenia), nawet nie chodzi o to, że mam zagracone biurko jakąś dodatkową stacją dokującą (a mogłem kupić TC4200 i mieć jedną stację także do mojego laptopa, nie?), ale nadmiar tego, co jest zdecydowanie mniej materialne, nadmiar danych. Danych do uporządkowania i – przede wszystkim – synchronizacji.

Ot, nawet ten głupi program do zarządzania informacją osobistą. Używam Outlooka 2003, tam trzymam zarówno moją pocztę e-mail, jak i terminarz i kontakty. To się pięknie synchronizuje z moim palmtopem i nie wyobrażam sobie już życia bez czegoś takiego automagicznego: podłączam i działa samo. Albo nawet nie podłączam, a klikam “Połącz przez Bluetooth” na palmtopie. Synchronizacja kontaktów we wszystkich moich poprzednich telefonach była utrapieniem, tutaj nie jest, wreszcie. Ale nie o tym miałem mówić, chodziło mi bardziej jak mam połączyć dane w terminarzu na dwóch komputerach. Rozwiązania są de facto trzy. Pierwszym jest serwer Exchange, którego chyba nie użyję. Drugim jest CodeTwo Public Folders, które mi się ekonomicznie nie opłaca. Trzecim… jest użycie wspomnianego palmtopa i przenoszenie danych poprzez niego niejako. Na okrętkę, ale podobno działa całkiem dobrze.

Problem drugi? Notatki. Muszę pamiętać, by zgrywać notatki robione na uczelni (odręcznie! :-)) na drugi komputer, by mieć do nich dostęp.

Tak samo wiele osób ma problemy z synchronizacją swojej kolekcji muzyki, filmów, czy zdjęć. To jeden z problemów naszego cyfrowego życia. O ile pamiętam parę tygodni temu zrobiło się głośno o Microsoft Live Mesh, które ma ten problem znacząco redukować, automatycznie synchronizując pliki pomiędzy urządzeniami w obrębie sieci “mesh”. Niezła idea, nawet chyba miałem coś na blogu o niej napisać, ale pewnie mi się odechciało, bo nie powiedziałbym nic nowego. Na zyxist pojawiła się też notka o Unison, który również pozwala na synchronizacje plików na wielu komputerach.

A co było by idealnym rozwiązaniem? Oczywiście coś podobnego w idei do Live Mesh, działającego jednak na lokalnej sieci, w architekturze bez centralnego serwera i bez korzystania z serwerów jakiejśtam zewnętrznej firmy (niekoniecznie z obaw w temacie prywatności, ale i z powodów praktycznych: sieć lokalna jest zwykle co najmniej dziesięciokrotnie szybsza od połączenia z Internetem). Działało by automatycznie, z użyciem jakiegoś automatycznego zestawiania połączeń. Przychodzę z zajęć, podłączam tablet do stacji dokującej i na moim laptopie po chwili pojawiają się zaktualizowane, nowe pliki, notatki z zajęć, a na tablecie nowa poczta pobrana z jakiegoś zdalnego serwera. Gdy napiszę nowy list elektroniczny i zapiszę go w “Wersjach roboczych” on magicznie pojawi się i na drugim komputerze. Nawet może i być bez tego wykorzystania stacji dokującej, niech z Wi-Fi korzystają.

Przychodzę z palmtopem który automatycznie synchronizuje kontakty, terminarz, pocztę. Odtwarzacz muzyczny pobierający z komputerów dane o zmienionej bibliotece mediów i synchronizujący ją sobie przez sieć bezprzewodową.

Jak sobie myślę, to zapowiada się takie coś fajnie. Doczekamy się tego? A może już ktoś zaimplementował?

(skądinąd to ostatnie, dotyczące odtwarzacza muzycznego akurat jest jak najbardziej rzeczywistym pomysłem stosowanym przez Zune, ale ja jak dotąd nie miałem nigdy okazji z tego skorzystać, jako iż nie posiadam w domu sieci bezprzewodowej – mimo wielu urządzeń wyposażonych w łączność tego typu ciągle nie dorobiłem się AP/routera z AP)

| Komentarze (9)

Warto pakować się w 802.11n?

Zrobiłem w swoim życiu kilka błędów w dziedzinie kupowania elektroniki. W sumie jak dotąd nie kupiłem kompletnie beznadziejnego urządzenia, ale kupiłem rzeczy, które okazały się nie dość dobre – zwłaszcza po pewnym okresie użytkowania. Nie mogę sobie wybaczyć, że gdy kupowałem jakiś czas temu router to kupiłem wersję pozbawioną sieci bezprzewodowej. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że wtedy to jeszcze było tuż przed rozkwitem technologii Wi-Fi, więc urządzenie było droższe nieco (ale w sumie niewiele o ile pamiętam), za to z drugiej strony powiedziałem sobie “ale ja nie mam żadnego urządzenia obsługującego Wi-Fi, po co mi to?!”.

Dzisiaj posiadam trzy urządzenia mające łączność sieci bezprzewodowej w standardach 802.11b/g. I zastanawiam się nad kupnem routera bezprzewodowego, a raczej – i przewodowego i bezprzewodowego, który ma zastąpić mojego starego już D-Linka DI-504. Popatrzyłem trochę po sklepach komputerowych i stwierdzam, że coraz więcej urządzeń widać, które mają wsparcie dla póki co drafu technologii 802.11n. Czyli wykorzystującej MIMO wersji sieci bezprzewodowej, w której transfery mogą osiągać ponoć 180 Mb/s. To jest wielkość fajna, bo większa znacznie od tego, co oferuje używany przeze mnie Fast Ethernet, który zużywam czasami (rzadko to rzadko…) do granic wysycenia kabla sieciowego.

Dzisiaj rano gdy powiedziałem znajomemu o moich chęciach zakupu routera z obsługą “enki”, on zapytał: “a czy masz jakikolwiek sprzęt obsługujący 802.11n?”. Hm, czy nie przypomina to pytania które podałem na wstępie? Tak, nie mam żadnego urządzenia, które obsługiwało by 802.11n. Ale na szczęście ten standard jest kompatybilny wstecz, więc moje urządzenia (z których jedno chyba obsługuje tylko “b”) będą działać. Z drugiej strony można liczyć, że gdy wreszcie pojawi się finalna wersja standardu 802.11n, bo to co mamy na razie to draft, czyli szkic projektu, to pojawi się także aktualizacja firmware, dzięki której będzie można korzystać z ostatecznej wersji standardu sieci.

Jest jeden, mały problem. A raczej spory problem, jest nim cena sprzętu o którym myślę, czyli Linksys WRT350N. 500 PLN, podczas gdy urządzenie oparte o 802.11g i bez funkcji NAS można nabyć za znacznie mniej. Z jednej strony NAS to jest fajna sprawa (dysk podłączony przez USB posiadam, pudełka z samą funkcją NAS nie chciał bym kupić, a tutaj ten Linksys umie te udziały sieciowe udostępniać po SMB), a także nie chciał bym pewnego dnia się obudzić w świecie, gdzie każdy ma “n”.

Nie mam pomysłu, na razie może poczekam aż mój wypatrzony sprzęt stanieje, albo pojawi się coś podobnego u konkurencji…

| Komentarze (15)