MTS 2009
Tak, byłem na Microsoft Technology Summit 2009. Pojechałem na MTS pierwszy raz, poprzednio co najwyżej oglądając albo transmisje online albo już materiały po konferencji – wiedziałem więc mniej więcej czego się spodziewać – nie miałem jednak wiadomości o paru szczegółach.
Sesja generalna zaczęła się muzyką jakiegoś zespołu – bliżej nieznanego, udało się rozpoznać przynajmniej jedną piosenkę U2, ale z obserwacji ów zespół na U2 nie wyglądał – chyba, że Bono kompletnie zmienił wizerunek ;-) Potem trochę o Windows 7, o pptPlex, SeaDragon, kryzysie (jakże by inaczej). No i pojawił się Surface o którym później.
Ciekawostką znów jest fakt, że będąc developerem znów wybrałem sesje bardziej pasujące do IT Pro – tak i na konferencję jechałem ze zniżką społecznościową powiązaną z profilem na wss.pl, nie CodeGuru. Moje wykłady zaczęły się od Marka Minasi i jego sesji o VHD – świetnie poprowadzona, trochę żartów, luźny styl, ale w zasadzie niewiele rzeczy o których bym nie wiedział (instalację W7 na VHD robiłem parę dni wcześniej).
Udawszy się na lunch miałem nadzieję zjeść szybko i zdążyć na prezentację mojego kolegi, Grześka Rycaja, na Spiker Idolu – okazało się jednak, że w momencie gdy połknąłem pierwszy kęs Grzesiek wyszedł na scenę, bo był pierwszym uczestnikiem ;-) A co do jedzenia – nie pamiętam co to było, ale było dobre – ktoś narzekał na plastikowe pojemniki – miały jednak one przewagę szybkości usunięcia śmieci i łatwości przeniesienia, a do konsumpcji wystarczało znalezienie kawałka wolnego miejsca na stoliku. Ewentualnie można było zjeść w powietrzu, co drugiego dnia udowodnił mój znajomy ;-)
Potem Sebastian Wilczewski i jego licencjonowanie i zarządzanie oprogramowaniem – czyli SCCM. Fajne informacje, z oddali trochę słabo jednak było widać, a prelegent nie mógł (?) przybliżyć obrazu niestety. Sesja Bartosza Pampucha o Visual Studio 2010 rozpoczęła się filmem prezentującym agendę – niekonwencjonalny pomysł, fajne wykonanie, dobre prowadzenie, zasłużona burza oklasków pod koniec. O popularności tego konkretnego wykładu świadczy też fakt, że prawie nie było jakiegokolwiek wolnego miejsca – a jeden ze spotkanych znajomych aż chciał ukraść mój identyfikator ;-)
Ostatnią sesją pierwszego dnia były nowości Office 2010 w samej Sali Kongresowej, która wydała mi się dziwnie pusta jak na interesujący temat. Trochę nowości w Outlooku, trochę nowości w Wordzie, narzędzia graficzne, nawet przycięcie filmu, no i SharePoint.
Ranek drugiego dnia przywitał sesją na temat WebsiteSpark – szybkie przekazanie najważniejszych informacji, jasne wyłożenie co i jak, i tylko 40 minut czasu. Z jednej strony to wada, z drugiej okazała się być zaletą – gdyż wolny czas przy niewielkim natłoku osób mogłem spędzić bawiąc się Surface. Okazało się być fajnym urządzeniem, interfejs być naprawdę przyjemny, i do tego po prostu zabawa była przednia. Rozgrywałem partię warcabów, a dwójka innych osób “rzucała” wirtualnymi zbitymi pionkami obok i stwierdziliśmy, że w rzeczywistości to rzucanie bierkami nie jest takie fajne ;-)
Z zabaw to jeszcze miałem do czynienia z Xboksem, gdzie udało się pierwszy raz w życiu zagrać w Guitar Hero, na prawdziwym kontrolerze, nie klawiaturze. Poziom oczywiście amatorski, by się nie zbłaźnić, co zaowocowało komunikatem “You rock” dla mnie (bas) i mojego partnera (gitara) ;-)
Potem sesja znów Sebastiana – licencjonowanie, dziwy w licencjach, a na koniec trochę odpowiedzialności karnej i cywilnej, co nas zmroziło i przeraziło do tego stopnia, że nie było żadnych pytań do prelegenta ;-) Po lunchu znów wielka sala i Tomek Onyszko i jego “wielki interoperacyjny szwindel”, czyli jak podłączyć Linuksa do domeny Active Directory. Ciekawe, dobrze prowadzone, chyba spróbuję zrobić u siebie w domu :-)
A potem ostatnia sesja, która mi najbardziej zapadła w pamięć – o Microsoft IT. Wirtualizacja na skalę masową, serwery liczone w dziesiątkach tysięcy, terabajty dysków i gigabajty RAM-u.
Sam koniec to oczywiście finał Spiker Idola, niestety nie udało się nam obejrzeć ostatniej prezentacji, musieliśmy biec na pociąg (bo następny miał być za dwie godziny dopiero), więc nie mogę ocenić czy zwycięzca był faktycznie najlepszy – ale pewnie się jury nie myliło – niemniej gratuluję :-)
Wrażenia? Absolutnie pozytywne. Trochę zabawy, dużo rzeczy, wiele informacji, parę miłych rozmów. Teraz czekam na C2C.